Wczoraj rozwaliłam telefon. Szybę dokładnie i obsługa jego jego jest totalną porażką. No dobra, nawet go nie  mogę odblokować. W czwartek wyjeżdżam na urlop, gdzie telefon się zdecydowanie przyda, a okazało się, że na razie nie mam gdzie przełożyć karty sim. Także zostałam praktycznie bez telefonu. To mnie nakłoniło do przeanalizowania tego, jak się zachowuję przy utracie telefonu.

Zacznijmy od początku. Telefon wykorzystuje przede wszystkim do WhatsAppa, sprawdzania poczty, youtube, robienia zdjęć i muzyki. Nie miałam super telefonu (xperia Z), ale śmigał, był trwały (aha) i już przyzwyczaiłam się do luksusu posiadania wszystkiego w telefonie. Baa, przyzwyczaiłam się do zwykłej myśli, że telefon mam przy sobie. Nie mam co robić – sięgam po telefon. Chcę wiedzieć która godzina – oczywiście sprawdzam na telefonie. Chcę się podzielić czymś śmiesznym – robię focię i wysyłam. 

Minęły 24 godziny od czasu kiedy ostatni raz użyłam telefon i żyję. Jest smutek spowodowany zniszczeniem czegoś drogiego, ale kontakt mam z ludźmi z którymi powinnam. Fakt faktem dzisiaj na zakupach skapnęłam się, że nie mam zielonego pojęcia która godzina, ale w pewnym sensie spodobało mi się to. W końcu szczęśliwi ludzie czasu nie liczą. No i złapałam się na tym, że będąc w Pepco zobaczyłam śmieszny, szary kaszkiet, któremu chciałam zrobić zdjęcie i wysłać do chłopaka, a nie miałam jak.

Trochę post bez sensu, wiem. Jednak chciałam tutaj musnąć temat tego, jak bardzo teraz jesteśmy uzależnieni od telefonów. Nie mówię, że to źle, bo sama wiem jak telefony ułatwiają życie. Jednak, może czasem warto się zastanowić czy nie lepiej rozglądnąć się wokół siebie w trakcie nudy, niż bezsensownego gapienia się na telefon. 

A Ty do czego  najczęściej używasz swojego telefonu?